19 listopada 2017 r.;    Imieniny obchodzą: Elżbieta, Seweryn, Paweł

GAZETKA SZKOLNA - XXIV LO im. C. K. Norwida
NUMER NR 3/2010

Reaktywacja

Co dalej z zachodnim odcinkiem metra?

W ciągu ostatnich dni na terenie naszej dzielnicy rozpoczęła się od dawna wyczekiwana budowa drugiej linii metra, biegnącej równoleżnikowo, która połączy Stolicę tunelem pod Wisłą. Dopiero zaczęły ustawać krytyczne głosy (wielu mieszkańców wątpiło przecież w rychły początek całego przedsięwzięcia) w stosunku do komunikacyjnego „hitu inwestycyjnego” w mieście, a już pojawiają się kolejne kontrowersje. Co po ukończeniu centralnego odcinka?

Na pytanie to ciężko odpowiedzieć jest nie tylko mieszkańcom, ale też radnym – zarówno Stolicy, jak i poszczególnych dzielnic, przez które przebiegać ma w przyszłości całość II linia metra. Ponieważ jak dotąd, cała procedura urzędnicza, jaka jest potrzebna do tego typu przedsięwzięć, czyli - przeprowadzanie przetargu, wyłonienie zwycięzcy, zdobycie wszelkich pozwoleń i wreszcie przejęcie terenu prac -  przebiegła sprawnie, głosy mówiące, jakoby kolejną linię metra mielibyśmy – podobnie jak z pierwszą – zobaczyć za 25 lat zniknęły na razie z opinii publicznej. Jednakże niemal tego samego dnia, kiedy zamknięta została ul. Prosta – miejsce, od którego zacznie być drążony tunel - pojawiło się pytanie odnośnie przyszłości kolejnej nitki podziemnej kolei w Warszawie.

Pytanie bardzo istotne, jako że II linia z założenia składa się z czterech odcinków: zachodniego, centralnego, północno-wschodniego i południowo-wschodniego (ten ostatni zostanie zrealizowany najpóźniej, co dziś jest już pewne ze względu na opłacalność i mniejszą potrzebę natychmiastowej wykonalności). Podjęta więc przez ratusz decyzja, który odcinek powinien zostać zbudowany następnie (zachodni na Bemowo, czy płn. - wsch. na Bródno i Targówek), będzie miała ogromne znaczenie dla mieszkańców tychże dzielnic.
A jakie ma to znaczenie dla naszej szkoły i uczniów? Otóż wybór pierwszego lub drugiego wariantu zdecyduje o tym, że jedni z nas, korzystając z metra, będą mogli sprawnie podjechać w bezpośrednie pobliże szkoły i wstać godzinę, a nawet półtorej godziny później, podczas gdy inni dalej będą tracić czas w korkach i budzić się o godzinie 5 lub 6 rano, co z pewnością nie należy do rzeczy najprzyjemniejszych. Stacja „Moczydło”, wg obecnych planów, jest przecież usytuowana zaledwie o jeden przystanek autobusowy od naszej szkoły.

Problem nie byłby aż tak wyraźny, zauważalny, gdyby nie dodatkowe mankamenty – brak konkretnych ustaleń, co do ostatecznego przebiegu zachodniego odcinka. Miałby on się bowiem zaczynać na stacji „Rondo Daszyńskiego” (ostatni przystanek odcinka centralnego) i kończyć 7 przystanków dalej na stacji „Połczyńska”, za którą miałaby się znajdować STP Mory (Stacja Techniczno-Postojowa Mory).

Najważniejszym dla nas, a w sumie dla przyszłych uczniów XXIV LO jest umiejscowienie dwóch kolejnych stacji począwszy od „Ronda Daszyńskiego” – czyli „Wolska” i „Moczydło”. Istnieje bowiem kilka wariantów ich lokalizacji i tyle samo zastrzeżeń oraz głosów poparcia.

Pierwszy fragment drugiej linii metraW przypadku pierwszego wariantu kwestią sporną jest: czy dokonać przesunięcia stacji „Wolska” ze skrzyżowania Górczewska/Płocka  na Wolska/Młynarska. Za zmianą przemawia to, że  przy drugiej opcji powstaje korzystny węzeł komunikacyjny - kilka linii tramwajowych (8) w kierunku Koła, Bemowa i Centrum (oraz jeden autobus). Zaletą jest też na pewno bliskość ulicy Okopowej i Towarowej, gdzie także swe przystanki mają autobusy (3) jadące w różne części miasta, co gwarantuje świetne połączenia z/do metra. Wariant pierwszy natomiast nie ma do zaoferowania żadnej linii tramwajowej i „zaledwie” 4 linie autobusowe (nie biorąc pod uwagę tych, które swe przystanki mają przy lokalizacji nr 2).

Planowana lokalizacja stacji Moczydło ma natomiast, wg planu, w swoim sąsiedztwie nie bloki, a park o tej samej nazwie. Obsługiwać więc będzie tereny o nielicznej zabudowie, gdzie ludzie przychodzą w celach rekreacyjnych i w wolnej chwili, a nie w poszukiwaniu komunikacji miejskiej. Dodatkowo, co znaleźć można w w/w numerze „Kuriera”, w trakcie budowy salonu samochodowego przy ul. Górczewskiej 32 znaleziono ludzkie prochy. Jedna z posłanek podkreśliła, że „wyjście ze stacji przy ul. Syreny lepiej służyłoby mieszkańcom”. Trochę dalej, M. Reksnis (Dyrektor z Biura Drogownictwa i Komunikacji) obiecał, że „będzie postulował, by wyjścia ze stacji „Moczydło” znalazły się w inny miejscu niż obecnie” i stwierdził, że „nie wyobraża sobie, by kolidowały one z miejscem pamięci.”

Miejmy nadzieję, że kłótnie w ratuszu dzielnicy i miasta doprowadzą do uzgodnienia ostatecznie wersji jak najdogodniejszej dla mieszkańców zarówno Woli, jak i całej Warszawy, a nasi przyszli uczniowie będą mogli jeszcze szybciej i sprawniej dotrzeć do gmachu przy ul. Obozowej 60.

 
Bartłomiej Warowny

Wi-fi w szkołach

Od września działalność rozpoczęła Młodzieżowa Rada Dzielnicy Wola, w skład której wchodzą przedstawiciele poszczególnych gimnazjów i szkół średnich na terenie naszej gminy. Po rozważeniu najważniejszych problemów młodzieży i sposobów ich rozwiązania, pojawiło się sześć postulatów. Wi Fi

Pierwszy z nich dotyczy stypendiów nie tylko dla uzdolnionych naukowo, ale także m.in. dla osób udzielających się społecznie, czy też odnoszących sukcesy w dziedzinie sportu. Kolejnym pomysłem są bezkolizyjne światła drogowe, zmniejszające ryzyko wypadków oraz bezprzewodowy Internet na terenie budynków gimnazjów i szkół średnich. W przygotowaniu zostały jeszcze plany dotyczące maratonów teatralnych, które odbywałyby się raz do roku, na wiosnę. Zadaniem szkół byłoby przygotowanie krótkiego spektaklu, ocenianego przez jury: członka MRD Wola, przewodniczącego rady dzielnicy, burmistrza, dyrektora teatru oraz aktora. Najlepszy spektakl wystawiany będzie publicznie, a pieniądze ze sprzedaży biletów przekazane zostaną na cele charytatywne. Istnieje również postulat dotyczący zbudowania ścian gipsowo-kartonowych i umieszczenia ich na terenach parków, szerokich ulicach oraz osiedlach. Zamierzeniem pomysłodawców było propagowanie graffiti jako sztuki, a nie wandalizmu. Co jakiś czas organizowane będą konkursy. Bardziej uzdolnieni wezmą udział w większych projektach polegających na odmalowaniu budynków komunalnych. Ostatnia propozycja MRD Wola dotyczy zlikwidowania sklepów z dopalaczami na terenie całej dzielnicy.

Do dzisiaj trzy pierwsze postulaty zostały zatwierdzone przez radnych dzielnicy. Przedstawiciele szkół przygotowują dla nich szczegółowe informacje dotyczące kosztorysów oraz planu działania.

 

Artykuł opracowany na podstawie rozmowy z Mateuszem Kłodą, przedstawicielem XXIV LO im. Cypriana Kamila Norwida w Młodzieżowej Radzie Dzielnicy Wola.
 
Monika Nastałek

Strach w bajkach i horrorach

Często słyszę, że straszne postacie w bajkach przerażają dzieci i negatywnie wpływają na ich psychikę. Po co zatem, kiedy te właśnie dzieci dorosną, chodzą do kin, aby oglądać horrory? Dlaczego ludzie tak bardzo lubią się bać i co daje ten strach? Kiedy tak się nad tym zastanawiam, to przypominają mi się kreskówki z dzieciństwa. A wraz z nimi okrzyki przerażenia mojego rodzeństwa na widok Buki. Każdy zna Bukę. Niestety większość utożsamia ją z koszmarami sennymi. Ale nie to było zamysłem autora tej postaci. Przypomnijmy sobie, co Buka zwykle mówiła, jak się zachowywała, ilu miała przyjaciół. Tak właściwie to nie miała przyjaciół. I nic nie mówiła. A jej zachowania nie można określić. Po prostu bywała to tu, to tam. Tak naprawdę Buka miała uzmysłowić nam, małym wtedy dzieciom, że każdy zasługuje na przyjaźń, miłość czy choćby odrobinę ciepła. Buka z „Muminków” stwarzała wokół zimną atmosferę, bo wszyscy się jej bali, co było równoważne z jej odrzuceniem. A powinniśmy przełamywać tę barierę. Jak napisał kiedyś Andrzej Sapkowski „Kto raz nie złamie w sobie tchórzostwa, będzie umierał ze strachu do końca swoich dni”. Mnie Buka zawsze kojarzyła się raczej ze smutkiem, pustką i brakiem akceptacji. Polecam więc zwrócić uwagę, na tę postać. Chyba, że wolicie dalej chować się pod kołdrą, gdy Buka spojrzy na was z ekranu.

Strach w bajkachPodobnie jest z bajką pt. „Czerwony Kapturek”. Czy zły wilk występował w niej tylko po to, abyśmy w przyszłości umierali ze strachu na sam dźwięk słowa „las”? Nie. Wilk jest symbolem zła, które może nas spotkać, gdy zejdziemy z właściwej drogi. Oficjalny morał bajki jest taki, aby zawsze słuchać rodziców i nie rozmawiać z nieznajomymi. A jaki płynie z tej bajki morał dla dużych dzieci, czy nawet dorosłych? Powinniśmy kierować się rozsądkiem i postępować właściwie.

Powyższy przykład uczy dzieci. Zatem czy wszystkie bajki edukują strachem? A co z Gargamelem? Czego on nas uczy? Historia ”Smerfów” wprowadza nas w życie. Uczy odróżniać dobro od zła. Dowiadujemy się z niej, że oprócz otaczających nas przyjemnych rzeczy istnieje zło. I nie jest to coś egzotycznego, spotykanego tylko daleko stąd. Bajki, które wychowywały nas, a kiedyś wprowadzą w życie nasze dzieci, nie są pustymi słowami, słodkimi historyjkami o walce dobra ze złem. Uczą nas jak dobro od zła odróżniać oraz, mając w pamięci Bukę, jak nie popełnić błędów w osądzie.Zombie

Już wiemy zatem, że bajki nas uczą. A po co nam horrory? Przyznam szczerze, że oglądając horror zawsze mam pod ręką koc. Dlaczego? Choćby to był nawet „Zombieland”, prawdziwe będą słowa Winstona Churchilla „Jedyną rzeczą, której powinniśmy się bać jest strach”. Twórcy filmów grozy bezlitośnie wykorzystują moją bujną wyobraźnię. „Strach jest oczekiwaniem zła” jak powiedział Platon. A podczas tego oczekiwania wyobrażamy sobie najgorsze rzeczy. I nie potrzeba nam wiadra krwi, czy cienia noża na zasłonie prysznicowej. I tak będziemy spodziewali się najgorszego zła jakie dotąd poznał świat. Wystarczy odpowiednie oświetlenie, cisza, gwałtowność, a czasem nawet coś z pozoru nieznacznego- perspektywa. Dla mnie najgorsze, co może zrobić reżyser widzowi mojego pokroju, to oryginalny sposób kadrowania. Niesamowicie pobudza wyobraźnię, przez co stresuje mnie jeszcze bardziej. Na szczęście spotkałam się z tym w niewielu filmach. Lecz przypomnijmy sobie „Kwarantannę”. Czy bałabym się, gdyby kadry wykonano standardowo? Z pewnością nie.

Niestety podstawą horroru jest strach, lecz nie byle jaki, bo strach przed własnym umysłem przed wyobraźnią. Zatem, gdy jej nam brak, nie liczmy na emocje. Czasem myślę, że żyjemy w czasach tak sztucznych, że nawet wspomniane emocje musimy sobie wytwarzać. A działa to jak narkotyk. Ale ja nie mam z tym problemu. Unikam horrorów jak ognia. Mam zbyt dużą wyobraźnię i to właśnie jej braku zahamowań się boję. Pozostaje mi więc smucenie się z Buką i słuchanie rodziców.

 
Monika Okulska

2D odpowiada

Jak za mniej niż 10 złotych dostać się na Księżyc?


Marzeniem wielu ludzi jest lot na Księżyc. Dzisiaj zastanowimy się, czy można spełnić to marzenie dysponując budżetem w wysokości reszty po zakupach w Tesco (około 10 złotych).

Istnieje wiele prostych sposobów dostania się na Srebrny Glob. Prawdopodobnie najtańszym z nich (polecanym przez tajne służby badające UFO i inne takie tam) jest metoda na tak zwany „kebab”. Jak wszyscy doskonale wiemy na Księżyc lata się tylko ze Stanów Zjednoczonych (no i podobno z ZSRR, ale teraz mogą być z tym problemy), dlatego pierwszym krokiem będzie przeprawa przez Ocean. Myślicie, że 10 złotych to zbyt mało na taką wyprawę? Nic bardziej mylnego.

KsiężycAle cofnijmy się do czasów sprzed Internetu. Jest dzień jak każdy inny, pan Zygmunt znowu wraca z pracy, ulicą pędzi samochód (w tych czasach pędzi oznacza jakieś 35 km/h). Pan Zygmunt niewiele myśląc machnął do kierowcy, który zatrzymał się, aby podwieźć naszego bohatera. Dobrze myślicie, tak właśnie wynaleziono autostop.

Skoro poznaliśmy już trochę historii, jesteśmy gotowi wyruszać. Pierwszym miejscem, które powinniśmy zwiedzić jest najbliższa budka z kebabem (w końcu nie możemy podróżować na głodnego). Kiedy już zaspokoimy głód i zorientujemy się, że wydaliśmy ostatnie 10 złotych możemy złapać autostop. Niestety podczas jazdy pojawia się pierwszy problem.

Jaka trasę przeprawy przez ocean wybierzemy: wodną czy powietrzną?

Na potrzeby naszej drobnej wycieczki zdecydujemy się na opcję pierwszą, czyli zostaniemy statkostopowiczami.

Po jakimś czasie powinniśmy wysiąść w USA (chyba, że nasz statek akurat nie płynął do Ameryki). Pewnym krokiem kierujemy się do Centrum im. Kennedy’ego (to jest to miejsce, które czasami pokazują przy okazji startu rakiet) gdzie niemili panowie z NASA informują nas, że musimy być astronautami. Na szczęście, podobnie jak wcześniej, potrafimy sobie z tym poradzić. Oczywiście łapiemy rakietostop (no kiedyś na pewno będą mieli wolne miejsce).

W ten oto iście magiczny sposób nasza wyprawa na Księżyc zakończyła się sukcesem. Mamy już rok 2074 i loty na naszego satelitę nie są już takie „cool” jak kiedyś, teraz na czasie jest zwiedzanie innych galaktyk.  

NASA ogłosiło nawet specjalną wyprzedaż, w ramach której rozdaje bilety na Księżyc za 8 złotych, ale dzięki naszej metodzie osiągnęliśmy ten sam cel, wydając te pieniądze na smakowity kebab, czyż to nie wspaniała oszczędność?

 
Maciej Głowacki

 

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Wystarczy wymyślić eliksir piękna. Rozpiszmy koszty:Księżyc

- kartka papieru - 14 gr.
- długopis – 60 gr.
- 2 probówki - 40 gr.
- błoto - za darmo
- sproszkowane płatki róż - za darmo
- ładne opakowanie - 1 zł

Sprzedajemy to kobietom za 50 zł i po kilku miesiącach uzbieramy tyle pieniędzy, że jak ułożymy je w stos, to dosięgniemy do Księżyca. Rozpiszmy to:

odległość Ziemi od Księżyca - 384 000 km

największy kąt na jakim w ogóle człowiek jest w stanie się utrzymać to 45 stopni.

tgx = wysokość/promień

tg45 stopni=1 więc promień stożka wynosi 384 000 km.

objętość stożka=pi*wysokość*promień2

objętość stożka=5926551550000000000000000 m3 czyli około 6*1025  m3

objętość banknotu= 0,06*0,13*0,000001=0,0000000078 m3 czyli 7,8*10-9 m3

ilość banknotów= objętość stożka/objętość banknotu

ilość banknotów= (6*1025)/(7,8*10-9)=7,7*1035

musimy zarobić na cudownym eliksirze 7,7*1037 złotych

Zawsze można się też pomodlić i jeżeli zostaniemy wysłuchani to dycha zostaje w kieszeni :)

 
Michał Popieluch

Ambitne tematy w grach komputerowych

Czy gry komputerowe to czysta rozrywka, pozbawiona głębszego sensu? To pytanie dręczyło mnie już od dłuższego czasu. Z pozoru odpowiedź była dość prosta. W większości gier uciekamy od problemów codzienności. Wcielamy się w odważnego superbohatera, utalentowanego sportowca, kierowcę rajdowego, twardego gangstera, człowieka sukcesu, poszukiwacza przygód, sprytnego stratega, czy silnego wojownika. Jednym słowem kogoś, kto jest zupełnym zaprzeczeniem zwykłego Kowalskiego, nudnego, zmęczonego, słabego śmiertelnika. Znalazłem jednak dwie gry które są raczej inne niż wszystkie.

Ich autorem jest Jason Rohrer – twórca niezależny, którego dzieła można nazwać sztuką. Co jest w nich tak wyjątkowego, że zasługują na takie uznanie? Ich celem nie jest (tylko) zabawa, lecz przekaz jaki z nich płynie. Powstały one pod wpływem własnych doświadczeń komputerowego artysty i zawierają wątki autobiograficzne. To rodzaj komputerowej poezji wyrażanej za pomocą dwuwymiarowego świata dość ubogiego w szczegóły, z symboliczną grafiką i dźwiękiem. „Passage”, czyli pięciominutowa opowieść, przedstawia życiowe wyzwania jako labirynt. Od nas zależy, jak go przejdziemy. Czy samotnie, czy we dwójkę, czy szukając skarbu zamkniętego w kufrach, czy mknąc przed siebie w nieznane. Każdy wybór ma swoje konsekwencje. Będąc samotnym łatwiej nam omijać przeszkody, niestety nie jest tak przyjemnie jak z partnerką. Nie ma jedynego słusznego sposobu na przejście tej gry. Niezależnie od wszystkiego, starzejemy się. Za nami widać zamgloną przeszłość. Włosy stają się siwe i wypadają, chód wolniejszy, a postawa przygarbiona. Wreszcie przychodzi śmierć. Najpierw umiera ukochana (jeśli wybraliśmy wspólną przygodę), potem nasz bohater. Zostaje po nim tylko nagrobek. Już nie liczą się punkty zebrane za życia. Wszystko co było przedtem znika. Powodem ukazania się tego dzieła była śmierć przyjaciela z sąsiedztwa.

PassageDruga gra autorstwa Rohrera, która również przedstawia sceny i trudy codzienności, a nie nadzwyczajne historie, to „Gravitation”. Powstała ona wskutek długotrwałych rozmów James’a z przyjacielem, którego umierająca matka leżała w szpitalu podłączona do aparatury podtrzymującej życie. Podczas jednej z tych konwersacji, padło określenie „egzystencjalne przerażenie”, dobrze opisujące uczucie które go czasami dręczyło. I to właśnie wyraża druga z wymienionych przeze mnie gier. Jest o sukcesie, twórczym skoku, zmianach nastroju i ich następstwach. Również tutaj mamy trudny dylemat. Zajmować się rodziną, czy pracą? Czasem mamy dobry humor, jesteśmy kreatywni i pełni energii. Staramy realizować się w domu, lub piąć po szczeblach kariery na sam szczyt. Bywa też że nie mamy siły na nic. Świat staje się szary i smutny. Czujemy przygnębienie. Wszystko wydaje się marne. Z czasem to ustaje i życie znów nabiera blasku. Możemy zająć się córką, lub sięgać coraz wyżej. Jeśli wybierzemy drugą możliwość, zauważymy że na górze nie ma już nic więcej. W przypadku gdy zechcemy powrócić do dziecka, okazuje się że już go tam nie ma, przecież sami je zostawiliśmy.

GraOczywiście interpretacje tych gier mogą być różne i każdy znajdzie w niej coś innego dla siebie. Twórca nie narzuca nam swojej wizji. Prezentuje świat takim, jakim go widzi. Kreuje rzeczywistość zupełnie jak poeta. To dość niezwykły sposób mówienia o najważniejszych kwestiach w życiu. O przemijaniu i miłości, o pięknie, poświęceniu, smutku. To tematy uniwersalne, dotykające każdego człowieka. Spojrzenie Rohrera jest dość dramatyczne, ale jakże prawdziwe. Skłania do refleksji nad sensem własnego istnienia. Grając w „Passage”, czy „Gravitation” możemy doświadczyć pewnego rodzaju katharsis, zupełnie jak widzowie antycznych spektaklów. Musimy się pogodzić z egzystencjalnymi prawidłowościami. „Memento Mori”. Wszystko kiedyś się kończy.

Gry komputerowe to nie tylko rozrywka. Bywa że mają one „drugie dno”. Okazuje się, że odkrywanie tego, co autor mógł mieć na myśli może być ciekawe. To oryginalny pomysł, wart naśladowania. „Wirtualna rozrywka” zdaje się być bardziej realna niż nazwa sugeruje, choć programy Jason’a Rohrera to raczej nisza.

 
Wiktor Gontarczyk

Źródła zdjęć:

  • okolaser.com.pl
  • se-center.info
  • hipyoungthing.com
  • warszawski.blox.pl
  • ew.com
 Licznik odwiedzin www.norwid.waw.pl:   1158027  

XXIV Liceum Ogólnokształcące im. Cypriana K. Norwida w Warszawie

ul. Obozowa 60
01-423 Warszawa
tel./fax. - sekretariat: 022-836-42-92
tel. - pokój nauczycielski: 022-836-42-32
e-mail: sekretariat@norwid.waw.pl