20 lutego 2018 r.;    Imieniny obchodzą: Leon, Ludmiła, Eustachy

GAZETKA SZKOLNA - XXIV LO im. C. K. Norwida
NUMER NR 5/2012

Reaktywacja

Recenzja filmu „Amelia”

Amelia

Film „Amelia” jest komedią romantyczną, zachwycającą miłośników francuskiego kina i krytyków od 2001 roku. Opowiada o kobiecie, która w dzieciństwie była izolowana od świata przez nadopiekuńczych rodziców. W obawie o jej  zdrowie, nie pozwalali jej wychodzić, pobierała nauki w domu, nie mogła bawić się z rówieśnikami. Amelii pozostawali tylko wymyśleni przyjaciele. Pragnęła jak najszybciej dorosnąć i się usamodzielnić. Jako mała dziewczynka nie mogła podziwiać piękna świata w typowy dla dzieci sposób, więc pozostała w niej dziecięca ciekawość.
Nosiła za duże buty i krótką grzywkę, co sprawiało, że jeszcze bardziej wyglądała jak dziecko. Zachowywała się jak dobra wróżka. Chciała wprowadzić w nudne i monotonne życie codzienne każdego człowieka trochę magii.
Dzieło Jean-Pierre Jeuneta stało się przebojem kinowym.   W pierwszych tygodniach projekcji w samej Francji obejrzało je ponad sześć milionów widzów. Bez wątpienia była to  wymarzona rola dla debiutującej na wielkim ekranie,  Audrey Tautou, która grała główną postać.
Moim zdaniem „Amelia” jest jednym z niewielu filmów, który tak pięknie i wiernie odtworzył klimat Paryża. Uliczki zostały komputerowo „wyczyszczone”, dzięki czemu przypominały przedwojenne miasto z mnóstwem pięknych kamienic i kawiarenek. Również dobrze dobrana muzyka wzbogaciła filmowy obraz o nowy wymiar.  Awangardowe utwory Yanna Tiersena pełne typowo paryskich, kawiarnianych dźwięków (pierwsze „skrzypce” grają tu akordeon i pianino) idealnie pasują do wykreowanego przez reżysera świata.

Jest to jeden z moich ulubionych filmów, ponieważ dzięki niemu mogę przenieść się w świat, w jakim żyłam w dzieciństwie. Wprowadza magię w moje codzienne życie za każdym razem, kiedy do niego wracam.

Amelia_02

Autor: Maria Grzelak

"Moja młodość" – rozmowa z moją mamą Joanną Puchalską

Pytasz mnie o moją młodość. Cóż mogę Ci powiedzieć? Moja młodość to siermiężne czasy PRL-u, to kultowy skuter Osa i pralka Frania. Gra w klasy lub zbijaka z koleżankami na podwórku. Rajdy rowerowe obowiązkowo rowerem marki składak. To śledzenie z zapartym tchem takich seriali jak ,,Szpital  na peryferiach’’, ,,Dynastia’’ czy ,,Ptaki ciernistych krzewów’’. To czas niedostatków i biedy, ale także czas beztroskich zabaw, nawiązywania przyjaźni, bezinteresownej życzliwości.

Moja młodośćMoja młodośćMoja młodość

Moja młodośćCzas mojej młodości przestał już istnieć. Czy za nim tęsknię? Tęsknię za smakiem gorących bułek z piekarni posmarowanych prawdziwym masłem, za mlekiem z butelki, które kwaśniało, za oranżadą w proszku wyjadaną z torebki oblizanym wcześniej palcem. Tęsknie za maja mamą robiąca domowe przetwory : kompoty, konfitury. Za tatą i naszą wojną na śnieżki. Za szarym szkolnym budynkiem, za czarna szkolną tablicą przesuwaną z góry do dołu, za szkolnym fartuszkiem z białym kołnierzykiem, za obozami harcerskimi.

Uważasz mamo, że dzisiejsze pokolenia młodych ludzi, żyją w lepszym świecie niż te żyjące w czasach kiedy ty byłaś młoda? Czas naszej młodości pięknieje zawsze wraz z upływem lat. Lecz nie oczekuj ode mnie abym zachwycała się komercją, która jest wszechobecna w czasach twojej młodości, gdzie spotkania z przyjaciółmi zastępowane są rozmowami na Facebooku, a jedzenie hamburgerami z McDonalda. To już nie jest mój świat, ale czy na pewno jest to twój świat córeczko?

 

Autor: Anna Puchalska

Moje wielkie, Chorwackie wakacje

Chorwacja

ChorwacjaCo prawda lato mamy za pasem, a wielkimi krokami zbliża się zima, ale im wcześniej zaplanujemy wakacje tym taniej. Chorwacja znajduje się około 1 160km. od Warszawy, to dość sporo, aczkolwiek polecam podróż  samochodem - po drodze można zwiedzić np. Austrię, Czechy, bądź Słowenię. Korzystając z autostrad, dotrzemy na miejsce w dwa dni (z noclegiem). Alternatywą jest przelot samolotem, szczególnie gdy odpowiednio wcześniej wykupimy bilet, zapłacimy mniej, niż w okresie przedwakacyjnym.

Jest wiele słów, jakimi można określić ten śródziemnomorski kraj: piękny, ciepły, nadzwyczajny, ale chyba żadne z nich nie odda w pełni tego jak bardzo zauroczyło mnie to państwo. Przede wszystkim wszechobecne cykady: już podczas jazdy samochodem słyszymy te małe stworzonka, które będą nam towarzyszyć w każdym miejscu, czy to na plaży, czy w mieście. Otwarci ludzie i przyjazna atmosfera sprawiają, że turyści czują się tam swobodnie. Polacy nie mają problemu z porozumiewaniem się z Chorwatami po polsku. Co prawda kamienista plaża nie jest zbyt szeroka, a czasem wcale jej nie ma, ale nie przeszkadza to w wypoczynku nad wodą, która jest ciepła, przejrzysta i czysta - wprost zachęca do kąpieli i nurkowania (a jest co podziwiać pod wodą). Trzeba jednak uważać na kamieniste dno, ale w odpowiednim obuwiu wcale ono nie przeszkadza.

ChorwacjaWybrzeże Chorwacji jest uważane za najpiękniejsze na świecie. W pełni zgadzam się z tym stwierdzeniem. Widok na nie wprost zapiera dech w piersiach. Majestatyczne góry wpadają wprost do morza, na ich zboczach rysują się małe portowe miasteczka z czerwoną dachówką - tak charakterystyczną dla tamtego regionu. Możemy podziwiać również piękne wodospady Krka znajdujące się w Narodowym Parku Krajobrazowym. Innym niesamowitym miejscem są jeziora Plitwickie. Jest to kompleks kilkunastu jezior, rzeczek, wodospadów, gdzie możemy obcować z naturą słuchając śpiewu ptaków i szumu lasu.

Chorwacja

ChorwacjaOpisując ten kraj, nie można zapomnieć o tradycyjnej kuchni: jak w większości państw lezących nad morzem podstawową potrawą są tu ryby. Dzisiejsi Chorwaci przygotowują je w ten sam sposób jak przed tysiącami lat robili to Vučedolianie – garnek z brązu trzymany jest nad ogniem, mieszanie jest zabronione, wolno jedynie potrząsać od czasu do czasu naczyniem. Tak właśnie przyrządzana jest jedna z tradycyjnych potraw Północnej Chorwacji – fiš paprikaš (pikantny gulasz rybny). Danie to powinno składać się przynajmniej z trzech różnych gatunków ryb: karpia, szczupaka i suma. Przed posiłkiem podajemy šljivovicę (czyli śliwkowe brandy o mocy 40 - 75 procent, domowej roboty oczywiście), do posiłku - znakomite, miejscowe wina, białe lub czerwone, w zależności od tego, co znajduje się w naszym garnku.

Jeśli nie macie pomysłu na to gdzie spędzicie przyszłe wakacje, naprawdę gorąco polecam ten niezwykły i pełen atrakcji kraj. Jeśli nie zauroczy was panująca tam atmosfera to na pewno nie pozostaniecie obojętni na niezwykłe widoki, które nawiasem mówiąc są "jak malowane".

Chorwacja

Autor: Agnieszka Tyszecka

„Od Ruskich”

Sformułowanie znane chyba w każdym domu. Dołączone do każdego "taniego badziewia", aczkolwiek z mojego ostatniego doświadczenia, wynika nieco inaczej. Zgodzę się z tanim, ale badziewiem - nie. Wystarczyło poszperać w Internecie i… 2000 zł w kieszeni. W tym przypadku chodzi o starą lustrzankę "zenit". Dlaczego napisałam w cudzysłowie? Bo nie jestem pewna czy to jest ten prawdziwy Zenit czy może jakiś inny sprzęt, ale jak się okazało później, nie jest to takie istotne. Jeśli macie taki stare cudo u siebie w domu, to już możecie zacząć się cieszyć...

Od ruskichOd ruskichOd ruskich

Od ruskichDo każdego aparatu lustrzanego, powinien być dołączony jakiś obiektyw. Mój "Zenit" posiadał akurat 58mm, możecie pomyśleć, że przecież nie ma takich obiektywów, otóż odpowiadam SĄ, ale tej starszej daty. Bawiąc się starym modelem, pomyślałam "a gdyby tak podpiąć go do Nikona??" I zaczęło się. Godziny spędzone na forach, wyczytanie każdej informacji dotyczącej obiektywu Helios-44m-4 58mm 1:2 !!!!!!! (rozumiecie taki jaśniutki obiektyw, to marzenie, za które musiałabym dać ponad 2000zł, gdyby w ogóle się pojawił). I mam, ADAPTER! i wcale nie jest to związane z muzyką, adapter do Nikon’a d5000, szukam, szukam, szukam... Mam! Przejściówka 50 zł? phii.. no pewnie, że zamawiam, nie minęły 2 dni i paczka doszła. Otworzyłam i pasuje, mam obiektyw, który warty jest fortunę, a ja mam go za 50zł. Jest świetny do portretów, brusher's jest genialny i klimat lat 80' czuć w zdjęciach.

Gdy przeglądam albumy rodzinne i napotykam fotografie zrobione "Zenitem" widzę dużą podobiznę, jedyna różnica jest taka, że moje mają lepszą rozdzielczość i mogę je obrabiać multimedialnie.

Jeszcze większa frajda jest przy każdym spuście migawki, kiedy mam świadomość , że w tej właśnie chwili jednoczę się z moim tatą, który w wieku 25 lat, robił nim zdjęcia i właśnie teraz ja też go używam, choć w zupełnie innej formie.

Jeżeli też nakręciliście się na oszczędzenie sporej sumy pieniędzy, poszukajcie starego aparatu, sprawdźcie rozmiar gwintu (w moim przypadku 44M, co w rzeczywistości okazało się 42M), wpiszcie w wyszukiwarce allegro : adapter M42 i zamawiajcie! Jest jednak jedna, drobna uwaga. Pamiętajcie, aby adapter kupić z soczewką, jest trochę droższy, ale możemy dzięki niemu ostrzyć na nieskończoność, co jest nieocenionym plusem.

Mam nadzieję, że i wam uda się oszczędzić trochę pieniędzy, dzięki renowacji i wskrzeszeniu do życia starych obiektywów.

 

Autor:Zuzanna Wysocka, 1a

Paintball – Coś więcej, niż gra integracyjna

Prawie każdy słyszał o Paintballu, zwykle jako o grze proponowanej firmom i grupom, które poszukują sposobu na rozrywkę we własnym gronie, czy „przełamanie lodów”.

Głównym zadaniem w paintballu jest oznaczenie zawodnika z przeciwnej drużyny farbą. Oczywiście nie jest to łatwe, ponieważ on może zrobić z nami to samo a to oznacza „Game over”. I właśnie tu jest cała magia. Jak w każdej innej grze zespołowej, najważniejsza jest drużyna. PB uczy współpracy, dlatego jest tak często wybierany przez firmy jako rozrywka dla pracowników.

Trochę historii…

Paintball pojawił się na początku lat 70 XX wieku w USA. Początkowo „markery” były używane do znakowania bydła czy drzew na odległość. Lecz w 1981 roku pan o imieniu Bob Gurnsey powiedział „Hej, spróbujmy zagrać razem”. Pierwsza w historii gra paintballowa liczyła 6 osób, a w jej trakcie oddano 2 strzały. I się zaczęło…W Hampshire powstała pierwsza firma JT, która istnieje do dzisiaj. Zaczęła ona produkować sprzęt, odzież, markery i kulki. Paintball zyskał popularność w ekspresowym tempie praktycznie w całych Stanach Zjednoczonych, a później także za oceanem, czyli w Europie.

Paintball

Jeden z pierwszych markerów zaprojektowany i wykonany przez firmę STERLING.

 

Kulki, markery, maski… Czyli jak to działa?

Otóż bardzo prosto. Każdy zna strzelanie z rurki ryżem czy kulką z papieru… tu mamy podobnie.

 

Paintball

Marker zasilany jest butlą z gazem (CO2-dwutlenek węgla, lub HP-sprężonym powietrzem).

 

 

Paintball

Powietrze wyrzuca kulkę z farbą którą do markera podaje „loader”,
czyli magazynek potocznie zwany „spłóczką”.

 

Markery dzielimy „speedowe” i „militarne”:

Paintball

Marker „speedowy” inaczej turniejowy.

 

Paintball

Marker „militarny” inaczej „leśny”

 

Do zabezpieczenia twarzy używamy takich masek:

Paintball

A także innych elementów ubioru, które zapewnią nam bezpieczeństwo i zminimalizowanie obrażeń (zwykle siniaki) po trafieniach…

 

Wykształciły się dwa tryby gry: Speedball i Woodsball…

 

Speedball

Czyli „paint” na sportowo. Gra się na wyznaczonym polu, na którym stoją dmuchane przeszkody o różnych kształtach. Zawodnicy ubrani są kolorowo oraz mają swoje drużynowe barwy.

Paintball

Paintball

Mecz speedballa podczas rozgrywek NPPL
(National Professional Paintball League).

 

Woodsball

Czyli paintball “militarny”. Mecze w lesie. Rozgrywane rozmaite scenariusze. Symulacja „pola bitwy”.

PaintballPaintball

Czy każdy może grać w Paintball?
TAK! Jeżeli zagrałeś i chcesz grać wystarczy wejść na stronę www.paintball.info, znaleźć kogoś w twojej okolicy i umówić się na najbliższą grę.

Sprzęt na pierwsze kilka gier będziesz mógł pożyczyć od graczy (na pewno nie odmówią).
Gdy zdecydujesz się na zakup własnego sprzętu będziesz mógł skonsultować się ze znajomymi i poprosić o pomoc w doborze markera, maski itp…

Pamiętaj jednak, że paint „uzależnia”. Najlepiej poprosić rodziców o kieszonkowe, dobrze się uczyć a na pewno będziesz miał za co kupić kulki J.

Ja gram od 4-go roku życia… (poniżej sam autor - z prawej)

Paintball

„Bo paintball to coś więcej niż sport… to styl życia”

 

Autor: Jan Skolik

Przyjaźni przykład wspaniały

Na pewno każdy z was lubi zwierzęta. Bo nie wierzę w to, że na świecie żyje choćby jedna osoba, która ich nie lubi! Małe, duże, kudłate, pokryta łuskami… Ile ludzi na Ziemi, tyle zwierząt do polubienia. Za co tak bardzo je kochamy? Za psoty małe i duże, za chwile radości i wspólnej zabawy, za pocieszanie nas w trudnych chwilach słabości… Zwierzaki są pewnego rodzaju „czujnikami ludzkich uczuć”.

Przyjaźni przykład wspaniałyOprócz pocieszania nas i pełnego zrozumienia z ich strony potrafią kochać, okazując to na różne sposoby – ciesząc się z powrotu pana do domu, ratując mu życie, szukając go, nie wiedząc, gdzie ten jest. Jedne szukają go na „własną łapę”, jak bezimienny psiak z Podlasia, który w kilka dni po śmierci ukochanego pana pojawił się na cmentarzu, na którym ten został pochowany. Pies tak tęsknił za właścicielem, że wykopał sobie obok jego grobu norę, w której zamieszkał. Ludzie odwiedzający swoich bliskich zauważyli obecność psiaka i zaopiekowali się nim – postanowili przynosić mu wodę i jedzenie.

Przyjaźni przykład wspaniałyNie zawsze jednak ludzie są tak pozytywnie nastawieni do zwierzęcia w potrzebie. Nie zawsze też zwierzak jest tak przyjaźnie nastawiony do ludzi, jak ten z Podlasia. Często ludzie nie są w stanie lub najzwyczajniej w świecie nie chcą im pomagać. Dlatego dzwonią do straży miejskiej albo po przedstawicieli fundacji zajmujących się bezdomnymi i źle traktowanymi zwierzętami. Przykładem takiej organizacji jest „Psom na pomoc”, podgrupa fundacji Viva!. Zajmuje się znajdywaniem nowych domów porzuconym psom. Pod jej opieką znajdują się różne psiaki – małe, duże, stare, młode, całkiem zdrowe i wymagające stałej opieki weterynaryjnej, z czterema łapkami, z trzema też się znajdą…

Jedne znajdują dom od razu, inne wiele lat czekają na kogoś, kto je pokocha i przygarnie. Przedstawicielem tej drugiej grupy jest Kapsel. Kapsel to średniej wielkości, młody kundelek. Do ludzi podchodzi od razu z ogromnym zaufaniem i miłością. Został odłapany ze stada dzikich psów, żyjącego nad Wisłą w okolicach Warszawy. Prawdopodobnie miał kiedyś swój dom i właściciela. Zadziwiające jest to, że pomimo spędzenia dwóch lat życia z dala od kochających ludzi, ten kremowy psiak lgnie do nich na każdym kroku. Przybiega od razu i łasi się do wszystkich jak wielki kot, trącając ich dłonie mokrym nosem i patrząc pytająco „To jak? Pogłaszczesz?”. Uwielbia zabawę; jest bardzo żywiołowy i potrzebuje dużo ruchu.

Najlepiej czułby się w domu z dużym ogrodem, po którym mógłby dowoli biegać. Nie jest wymagający – żadnej specjalnej diety, zdrowy, nie potrzebne mu miękkie legowisko. Wystarczą miska z wodą i jedzenie, buda, w której będzie mógł schronić się w chłodne czy deszczowe dni, oraz coś, czego potrzeba każdemu, niezależnie od gatunku czy rasy – miłość. Bo bez miłości nikt nie przeżyje. Jest ona niezbędna do normalnego funkcjonowania, niezależnie od tego, czy jest się psem, człowiekiem, czy świnką morską. Każdy potrzebuje się czasem do kogoś przytulić, spędzić z ukochaną osobą chwile – niezależnie od długości tych chwil, najważniejsze, że spędzone razem. Różnica w miłości między dwiema osobami, a człowiekiem i psem jest taka, że człowiek jest w stanie wyrazić swoje uczucie słowami, a pies nie. Dlatego nasz futrzasty przyjaciel okaże nam to swoim zachowaniem – podejdzie, przytuli się, może nawet poliże po twarzy i spojrzy tymi swoimi kochającymi, psimi oczami z takim oddaniem, jakiego sobie nawet nie wyobrażamy.

Przyjaźni przykład wspaniałyWierne, oddane nam w pełni, psie oczy. Pies najlepszym przyjacielem człowieka… Tak, to prawda. Człowiek najlepszym przyjacielem psa? Nie. Niekoniecznie i nie zawsze. Człowiek potrafi porzucić swojego najlepszego przyjaciela, niezależnie od tego, kim ten jest, i całkowicie o nim zapomnieć. Ileż jest psów, które ich „kochani” właściciele porzucili? Które zostawili gdzieś, nigdy po nie nie wracając? Całe mnóstwo! Człowiek zostawi psa – więc pies będzie szukał człowieka tak długo, jak długo tylko będzie w stanie, i na pewno nie straci wiary w to, że kiedyś swojego przyjaciela odnajdzie.

Pies nigdy tego nie zrobi z prostego powodu – on kocha, bo ma uczucia! I zawsze będzie to okazywał. Spotka się z przykrością ze strony swojego pana – wybaczy mu. Dlaczego? Bo go kocha! I nie chowa urazy. Żyje w wierze, że pan na pewno także go kocha i to był tylko przypadek, a takie rzeczy się przecież wybacza…

Dlatego, pomyślmy… Dlaczego pies jest najlepszym przyjacielem człowieka? Bo potrafi przebaczać. A taką umiejętność posiadają tylko prawdziwi przyjaciele. Niejeden człowiek nam nie wybaczy czegoś co zrobimy, czegoś, co go urazi, skrzywdzi; będzie to wypominał i o tym pamiętał do końca życia. Pies natomiast zapomni i pokaże, że pomimo tego, jacy czasem jesteśmy, kocha nas i jest w stanie wybaczyć wszystkie krzywdy.

Jeśli chciałbyś zdobyć tak „ludzkiego” psiego przyjaciela na zawsze i przekonać się o mocy przyjaźni i miłości, jaką ten w sobie nosi, porozmawiaj z rodzicami. Jeśli się zgodzą, możecie zaadoptować któregoś z setek psów, czekających w schroniskach na prawdziwych, kochających przyjaciół. Jeśli okażesz zwierzakowi uczucie, on odpłaci Ci się z nawiązką. Pewnie myślisz, czy warto? Uwierz mi. Tak.

 

Autor: Natalia Jabłońska

Siatkówka

08.08.2012 21.30 populacja „wiernych” kibiców Polskiej Reprezentacji w Siatkówce Mężczyzn zmniejsza się diametralnie. Dla niewtajemniczonych - tego właśnie dnia przegraliśmy z Rosjanami mecz o wszystko. Nasza przygoda z Londynem dobiegła końca. Zamiast powracać z tarcza, wracaliśmy każdy osobno. Dlaczego? Ponieważ, rozdmuchany balon pękł. Rozpoczęło się od zwycięstwa z Lidze Światowej.

Po rozgromieniu Brazylii, Kanady i Finlandii (if you know what does it mean). Przyszła kolej na Bułgarię i USA. Poszło łatwo, super łatwo, można nawet rzec, że za łatwo. Nagle każdy, ale naprawdę każdy stał się kibicem siatkówki od prostej sprzątaczki pani Jadzi, aż po Donalda Tuska. Nie ważne, że lichy procent „kibiców” znał wyjściowy skład. Przecież to nie ma, żadnego znaczenia. Polak jest ekspertem w każdej dziedzinie, która aktualnie jest na fali. Pamiętamy dobrze Małyszomanię lub Kubicopsychozę.

SiatkówkaSiatkówka„Już był w ogródku, już witał się z gąską” taka sytuacja miała miejsce na dzień przed rozpoczęciem Igrzysk. Włochy phiiii, Bułgaria - przecież oni nie potrafią grać, Wielka Brytania - oni zaś skakać, Argentynę tyle razy już ogrywaliśmy, Australia - gdzie to w ogóle leży. Ćwierćfinał-> Półfinał-> Finał-> Złoto. Taką drogę wróżyli naszym siatkarzom „kibice”. Już Możdżonek miał krzyczeć Vedi, Vini, Vici. Jednak Rosjanie znowu stanęli nam na drodze.

Nasza drużyna, fakt grała różnie, ale nie można powiedzieć, że nie dawali z siebie wszystkiego. Doszło to tego jeszcze spore zmęczenie, presja. Nikt z „kibiców” nie zauważył tego, że grali w reprezentacji, klubach i mieli ciągłe treningi. Według nich jak ktoś jest siatkarzem to sam jeden pociągnie wóz z węglem i się nawet nie zmęczy. Sam Kurek meczu nie wygra. Dlatego nie rozumiem wieszania psów na naszej drużynie za to, że nie wygrała i obarczania winą trenera Anastaziego za złe przygotowanie. Jak się piłkarzom noga powinie to cały kraj śpiewa „nic się nie stało”, a tu drużyna na światowym poziomie mająca pełne ściany medali nie usłyszy nawet jednego malutkiego słówka „dziękuję”.

SiatkówkaSiatkówka

Stwierdzenie, że tak nie powinno być jest chyba słabym określeniem, nieprawdaż?

 

Autor: Anna Lesisz

Z autopsji o grach wideo

Skwierczące białko w oczach, obolałe palce u rąk, nadmierna pobudliwość, a także domowe dyskusje na temat rosnących rachunków za prąd… Och, ileż dały mi gry wideo! Czas jaki spędziłem przed interaktywnymi tworami ludzkiej wyobraźni mógłbym chyba wyrazić w kilku miesiącach (nawet zastanawiam się, czy nie dobiłbym do roczku). Tak, miałem kompletnie nierówno pod sufitem, siedząc w dusznym pokoju, podczas gdy słonko za oknem krzyczało do mnie „Eryk, rzuć tego cholernego pada i zacznij żyć jak dziecko”. Lamentowanie na temat tego ile ominęło mnie rzeczy przez ten czas, oraz ilu rzeczy mogłem się nauczyć i ilu rzeczy mogłem spróbować (jestem abstynentem, więc nie o to chodzi) jest co najwyżej pozbawione sensu.

GryNawet teraz siedzę przed komputerem pisząc ten artykuł, ale są to już kwestie zawodowe, więc nie mam co do czego porównywać. Pamięcią sięgam do czasów, gdy trzy razy dziennie zmieniałem spodnie jako knypkowaty berbeć z zapaleniem pęcherza. Strzelanie do ptaszysk oraz chęć zlikwidowania tego bezustannie chichrającego się kundla w „Duck Hunt”, eksterminowanie skrzydlatych żółwi za pomocą fireballi w „Super Mario Bros”, albo wspólna zabawa z moim tatą przed „Contrą”, do dziś chwytają mnie za serce.

GryKiedyś to była jedynie zabawa. Ot co, taka alternatywa, bym miał co robić w wypadku kiepskiej pogody. Z czasem gry zaczęły mnie coraz bardziej fascynować. Miałem skłonność do zamykania się w pokoju i siedzenia przez monitorem, bądź telewizorem przez kilka dobrych godzin. Nie będę dokładnie przedstawiał tu chronologicznego rozwoju mojego uzależnienia, bo byłoby to jeszcze nudniejsze od moich obecnych wypocin. Natomiast krótko uznam, iż było źle. Daruję sobie także stosowanie wyszukanych słów w tej chwili. Po prostu ŹLE. Nie zapomnę wakacji z 2010 roku, podczas których teoretycznie nigdy nie opuszczałem domowego zacisza. Teraz wiem, że wcale nie różniłem się od stereotypowego i przepijającego wypłatę tatusia (swoją drogą dlaczego nigdy nie mówi się o uzależnionych od alkoholu matkach? Mizoandryczny naród, jak Boga kocham). W pierwszej kolejności po powrocie ze szkoły, chwytałem kontroler i sadzałem zad na łóżku, a będące daleko w poważaniu prace domowe odrabiałem, gdy na ciemnym niebie widniał prześwitujący księżyc. Izolację i ciągłe zmęczenie jakimś nieznanym sposobem tolerowałem, bowiem gimnazjalni nauczyciele mieli tendencję do cackania się z uczniem jak z jajkiem. Trzy lata temu nawet mi to odpowiadało, a teraz pluję sobie w brodę, próbując dostosować się do reguł panujących w liceum, na które moja poprzednia szkoła niestety mnie nie przygotowała. Jakiś rok temu wyszedłem jednak z tego nałogu. Mój fanatyzm zgasł, a godziny spędzane przed światem wirtualnym znacznie się skróciły. Postanowiłem zdobywać punkty doświadczenia w prawdziwym życiu, a odsunąć na bok te, które nie mają większego znaczenia wśród otaczających mnie ludzi.

GryCzyżby Happy End? Nie do końca… Opowieści z dzieciństwa moich rodziców pokazały mi, jak zmarnowałem kilka dobrych lat swojego życia, siedząc w odosobnieniu przy grach. Co mam niby opowiadać swoim dzieciom? Jak udało mi się skasować dziesięciu przeciwników strzałami w głowę i to bez kodów albo aimbota? „Fascynująca historia tatku. A ilu miałeś znajomych?” Zresztą codziennie dotyka mnie frustracja, gdy słucham swoich kolegów z klasy, którzy mają bogate zainteresowania i nieprzeciętną wiedzę na temat świata. Jako ignorant, nie jestem w stanie znaleźć z większością osób wspólnego języka. Obecnie mogę jedynie starać się nadrobić swoje luki intelektualno-popkulturowe, gdyż nic mi nie da szloch nad rozlanym mlekiem. Na co się wściekam? Nie na gry, bo to tak jakbym zrzucał winę na pistolet albo nabój za dokonanie morderstwa. Szczęście w nieszczęściu, czas spędzałem przy doprawdy genialnych tytułach, których całą zawartość można byłoby porównać do hitów filmowych, a także bestsellerów autorstwa najlepszych w swoim fachu. Niezaprzeczalnym faktem jest to, iż lubię posiedzieć przed dobrymi gierkami. Jednakże nie są one dla mnie jedynie formą rozrywki oraz sposobem chwilowego odcięcia się od światowej niesprawiedliwości i podatków (choć nie wiem czemu to oddzieliłem). W niejednej dostrzegam piękno, jak odbiorca obrazów Leonarda Da Vinci, rzeźb Michała Anioła, a także poezji Naszego Patrona.

GryGry

Amerykański krytyk filmowy Roger Ebert uważał, że gry wideo nigdy nie będą sztuką. Jestem tolerancyjny wobec poglądów innych ludzi, ale korzystając z wolności słowa, oraz tolerancji do WŁASNEJ opinii stwierdzam, iż tą tezę można promocyjnie dołączyć do papieru toaletowego dla krów z problemami gastrycznymi (wiem, poniosło mnie). Wirtualny świat nie sprowadza się jedynie do pozbawionego wyobraźni wypluwania kul z karabinu maszynowego. Osadzone w cyberpunkowym świecie dzieło Eidos Montreal – „Deus Ex: Bunt Ludzkości”, które cechuje nie tylko dynamiczna i dostarczająca wrażeń rozgrywka, lecz także misterna i zachwycająca (moim i wielu graczy zdaniem) fabuła skupiająca się na kwestiach transhumanizmu i teorii spiskowych jest tego idealnym przykładem. Telltale Games w stworzonej na podstawie komiksów Roberta Kirkmana grze „The Walking Dead”, zdołało ukazać problemy oraz ludzkie dylematy, gdzie decyzje lawirują pomiędzy pragmatycznym, a idealistycznym podejściem do całego świata, w obliczu zagłady nieumarłych.

Gry Gry

Nie wspominając już o utrzymanym w konwencji thrillera psychologicznego „Heavy Rain” autorstwa Quantic Dream. Dwa ostatnie tytuły cechuje niezbyt rozbudowana rozgrywka, przez co prędzej nazwałbym te gry interaktywnymi filmami. Jednakże każda z nich ma głęboki przekaz, niebanalny wątek fabularny, oraz zapierające dech w piersiach sceny akcji na miarę Hollywoodowych produkcji (pomimo nieco drewnianej animacji w dziele Telltale), a także znaczek „18+”, ale to tak na marginesie (mam nadzieję, że nie zostanę przez to skazany na banicję). Owszem, z interpretacjami filmowymi gier było różnie… Produkcje takie jak „Max Payne”, „Tomb Raider” a nawet „Hitman” zasłużyły na zdecydowanie lepsze ekranizacje od tych, które obecnie koegzystują pośród nieprzychylnie ocenionych chłamów. Dlatego sądzę, że gry należałoby zostawić pod pierwotną postacią, ponieważ próby przeniesienia dwudziestogodzinnej przygody w dwugodzinny seans często kończą się fiaskiem. Nie chodzi mi w tym artykule o ekranizacje gier, a o ich zawartość merytoryczną, którą można byłoby porównać do kinowych hitów. Są także tytuły pozbawione konkretnej fabuły, gdzie głównym celem jest zrelaksowanie odbiorcy, przeniesienie go do barwnego świata, któremu piękno nadaje przede wszystkim innowacyjność i prostota. Mowa tutaj rzecz jasna o „Flower” – dziecku Thatgamecompany, w którym przejmujemy kontrolę nad podmuchami wiatru, wchodząc w interakcję z kwiatami i innymi elementami otoczenia. Słowem-kluczem w tym momencie jest „wyciszenie”, które możemy osiągnąć, słuchając kojącej muzyki, obserwując poruszające krajobrazy, albo doznając tych dwóch rzeczy na raz, poprzez spędzanie czasu przy tym interaktywnym arcydziele.

Gry wideo są sztuką i nic nie zmusi mnie do zmiany opinii. Wiele dzięki nich zyskałem, ponieważ mój odbiór nie sprowadzał się jedynie do siania chaosu narzędziami, które oferowała mi gra. Konspiracja, psychologia, kryminalistyka, a nawet chęć poznawania historii i kultur innych państw zapisały się na karcie moich zainteresowań.

GryStraciłem natomiast piękno dzieciństwa. Dzieciństwa, którego nie zdołam nawet nadrobić w połowie. Jest to okres, który trzeba wykorzystać na poznawanie ludzi i świata, a nie rozkładu przycisków na joysticku. Obawiam się, że z kolejnymi pokoleniami może być coraz gorzej w tej kwestii, gdyż należy mieć na uwadze to, iż nie każde dziecko traktuje grę jako poemat, tylko symulator socjopaty, który staje się dla młodziaka idolem i swego rodzaju archetypem.

Dlatego moi Drodzy pamiętajcie: wszystko jest dla ludzi. Ale do wszystkiego trzeba mieć umiar, bo inaczej skończycie jako autorzy hiobowych artykułów do gazetek szkolnych.

 

Autor: Eryk Marchoff, 1a

Źródła zdjęć:

  • Recenzja filmu „Amelia”
    http://en.wikipedia.org/wiki/File:Amelie_poster.jpg
    http://inventiaclick.com/en/fairs-events/paris-amelie-poulain
  • Moja młodość” – rozmowa z moją mamą Joanną Puchalską
    http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:WFM_OSA_bok.jpg&filetimestamp=20070719105602
    http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Pralka_Frania_-_producent_%C5%9Awiatowit.jpg&filetimestamp=20111016142257
    http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Romet_Wigry_3_in_Krak%C3%B3w
    %281%29.jpg&filetimestamp=20110827050230
    http://mrjam.typepad.com/diary/2008/11/generation-gap-widens.html
  • Moje wielkie, Chorwackie wakacje
    http://en.wikipedia.org/wiki/File:Dubrovnik_wall.jpg
    http://en.wikipedia.org/wiki/File:Karstformationen_Nationalpark-Nord-Velebit.JPG
    http://en.wikipedia.org/wiki/File:Flag_of_Croatia.svg
    http://2.bp.blogspot.com/-NWoMc04xhaw/UBLWtSTWzSI/AAAAAAAACng/41aJ0AQ3guQ/s1600/55_chorwacja__tanie_apa1.jpg
    http://en.wikipedia.org/wiki/File:Fritule_Badnjak_1209.jpg
    http://en.wikipedia.org/wiki/File:Luka_brajdica_040408.jpg
  • „Od Ruskich”
    http://en.wikipedia.org/wiki/File:Zenit_%28458841015%29.jpg
    http://en.wikipedia.org/wiki/File:Zenit-s.jpg
    http://en.wikipedia.org/wiki/File:Zenit_E_v2.jpg
  • Recenzja filmu „Jesteś Bogiem”
    http://www.wiadomosci24.pl/artykul/jestes_bogiem_poruszajaca_historia_raperow
    z_paktofoniki_243313.html
    http://kino.dlastudenta.pl/fotoalbum/674975,10679,3.html
  • Siatkówka
    http://foto.imgv.ziolo.eu/cf76abb6b095d8aae5d3730188a7787120100627/bartosz-kurek-polska.jpg
    http://www.volleywood.net/wp-content/uploads/2012/07/Marcin-Mo%C5%BCd%C5%BConek-polska-volleyball-5.jpg
    http://liga-swiatowa-2012.przegladsportowy.pl/Siatkowka-Polska-wygrala-Lige-swiatowa-2012,artykul,141966,1,470.html
  • Z autopsji o grach wideo
    http://it-lex.org/video-game-too-good-draws-lawsuit-need-to-figure-out-outcome-of-suit-on-pacer/
    http://www.safetyweb.com/blog/virtual-addiction-a-global-epidemic/
    http://geeksmash.com/games/video-games/news-video-games/video-game-addiction-to-play-or-not-to-play-0812987/
    http://www.wallpapersfreedesktop.com/uploads/game-deus-ex-human-revolution-backgrounds-wallpapers.jpg
    http://thekoalition.com/2012/07/walking-dead/
    http://www.blogcdn.com/www.joystiq.com/media/2009/12/butterfly_01-1.jpg
    http://thatgamecompany.com/wp-content/themes/thatgamecompany/_include/img/flower/flower-game-screenshot-1.jpg
    http://www.splitreason.com/Product_Images/7c505ec10a27-xl.jpg
 Licznik odwiedzin www.norwid.waw.pl:   1213054  

XXIV Liceum Ogólnokształcące im. Cypriana K. Norwida w Warszawie

ul. Obozowa 60
01-423 Warszawa
tel./fax. - sekretariat: 022-836-42-92
tel. - pokój nauczycielski: 022-836-42-32
e-mail: sekretariat@norwid.waw.pl